Szukaj
  • robertsieradzki

BRZUCH

Jestem teraz w Stanach - w Kalifornii - ale wciąż chodzi za mną post, który chciałem napisać jeszcze z wakacji spędzonych nad pięknym polskim morzem. Wakacje były fantastyczne, pogoda piękna, a trzy kufle piwa z kija, które wypiłem przez te dwa tygodnie smakowały jak nigdy (tak, wiem, na keto nie wolno piwa, słyszałem o tym…). Jak zwykle rozkładałem dla rodziny parawan (nie, nie wstydzę się parawanu!), chwilę dreptałem niecierpliwie w miejscu, ewentualnie przynosiłem wszystkim coś do picia i… w długą! Na boso, wzdłuż plaży, coraz dalej.

Tam, gdzie jeździmy, jest o tyle świetnie, że już po kilku minutach biegu tłum mocno się przerzedza. A po kwadransie jest całkowicie pusto. Plaża. Tylko. Dla. Ciebie. Oddychasz głęboko, cieszysz się. Czym? Wszystkim. Niczym. Piaskiem między palcami stóp. Krzykiem ptaków. Przestrzenią. Samotnością. I tym, że nawet tu, na tej plaży, jest do kogo wrócić. Do żony na kocu. Do dzieci śmiejących się w wodzie. Do przyjaciół.

Ale przede wszystkim w tej pustce i przestrzeni cieszysz się życiem. Bo życie jest piękne, prawda? Ile by się głupot nie narobiło i błędów nie popełniło, życie jest piękne i warto żyć. Jak najdłużej!

Jedno tylko nie daje spokoju…

Tylko jedno…

Co?

Brzuchy.

Co takiego?

No, brzuchy.

Ale o co Ci chodzi?

Rozerzyj się! Popatrz! Ci wszyscy faceci… duża część kobiet… rozebrani, jak to na plaży… oni mają… straszne… brzuchy! Wielkie, wypukłe bruszyska! I jest ich tyle, tych brzuchów, że to właściwie staje się nową normą! A za mną, pięćdziesięciopięciolatkiem bez brzucha ludzie patrzą jak za dziwolągiem. On pewnie cały swój czas na to poświęca. Jest próżny. Myśli tylko o sobie. Zaniedbuje dzieci. Nie dogadza żonie. Sam tylko o sobie, ze sobą, dla siebie i ku sobie!

A jednak… Te brzuchy są straszne. I nie chodzi o jakiś jeden szczególny, albo o którykolwiek w szczególe. Niech sobie będą! Tylko one w masie są straszne, bo zaświadczają o tym, że opanowała nas broń masowej zagłady...

Nie, tu nie chodzi o estetykę! Absolutnie nie. Nie o wystające pępki, o włosy na brzuchu albo blizny po cesarce czy resekcji woreczka żółciowego. To wszystko jest zupełnie normalne - jesteśmy tylko ludźmi - na szczęście pora idealnych cyborgów jeszcze nie nadeszła.

Mi chodzi tylko o masowość tej brzuchowatości!

I przede wszystkim o to, o czym ona świadczy.

Bo nie, nie, po stokroć nie, ta brzuchowatość nie jest w żadnej mierze normalna! Niedawno Nina Teicholz, autorka świetnej książki o tłuszczu, udostępniła czyjś post, w którym były zdjęcia z amerykańskich basenów z lat siedemdziesiątych. A tam - ani jednej otyłej osoby. Wszyscy szczupli albo wręcz dobrze zbudowani. A dziś? Myślimy, że tak powinien wyglądać każdy mężczyzna. Każdy Polak. Cienkie nóżki, obcisłe kąpielówki i olbrzymi brzuch, tak zwany mięsień piwny. Nikt się tego nie wstydzi. Nikt nie ma wątpliwości. Tak przecież ma być! To prastary, prapolski zwyczaj!

A jednak… nigdy jeszcze tyle tych brzuchów nie było. Skąd się wzięły? Bo przecież ludzie jedzą coraz lepiej, prawda? Używają mniej tłuszczu, jedzą mniej czerwonego mięsa… Zamiast tłuszczów zwierzęcych używają tłuszczów roślinnych, takich jak olej rzepakowy, słonecznikowy, sojowy, zdrowa ponoć margaryna. Jak to więc możliwe, że jesteśmy coraz grubsi? I coraz bardziej chorzy?

I tu właściwie można skończyć krótko: JESTEŚMY GRUBI, BO CZŁOWIEK TYJE OD NADMIARU WĘGLOWODANÓW, A NIE TŁUSZCZU I MIĘSA. BO CZŁOWIEK TYJE OD NADMIARU ŻYWNOŚCI PRZETWORZONEJ. BO CZŁOWIEK TYJE OD TEGO, ŻE JEGO INSULINA SZALEJE, PROWADZĄC PO PEWNYM CZASIE DO STANU PRZEDCUKRZYCOWEGO ALBO CUKRZYCY. BO CZŁOWIEK TYJE, KIEDY JE TAK JAK WSZYSCY. BO WSZYSCY RAZEM KIEDYŚ USŁYSZELI FATALNE W SKUTKACH PORADY DIETETYCZNE. Wszystko to ma początek (jak wiele rzeczy dobrych i niezbyt dobrych) w Stanach Zjednoczonych. W drugiej połowie lat siedemdziesiątych komisja senacka McGoverna wyjaśniła Amerykanom, jak mają jeść. Opracowano piramidę żywienia (tak, podobną do tej, jaka wisi w szkole, do której chodzi Twoje dziecko). Amerykanie - a potem cały świat - grzecznie zastosowali się do niej. Zaczęli ograniczać tłuszcze zwierzęce i czerwone mięso. Zaczęli jeść więcej produktów zbożowych i olejów roślinnych. I wkrótce potem zaczęli masowo chorować na otyłość, cukrzycę i wszystko, co się z tym wiąże. A my? My też. Może większość z nas nie była w Ameryce, nie słyszała o McGovernie ani o US Dietary Guidelines, ale jemy coraz bardziej podobnie. Stąd te brzuchy. Stąd wysyp wielkich, spuchniętych brzuchów nad pięknym, polskim morzem. I powtarzam - nie chodzi o estetykę. Chodzi o to, co pozwoliliśmy sobie zrobić z naszym myśleniem o odżywianiu tym wszystkim teoretykom i praktykom żywienia, opierającym swoje zalecenia na nienaukowych przesłankach. Tak, bo w tym wszystkim nie ma za grosz nauki. To tylko takie dwudziestowieczne bajki i fantazje o tym, jak powinniśmy się odżywiać w nowoczesnym świecie. Najwyższy czas z tym skończyć. I nie, nie poradzimy sobie z tą otyłością wzmożonym wysiłkiem fizycznym. Treningi nie wystarczą. Są zdrowe i wartościowe, ale tu potrzeba czegoś więcej. Potrzeba przemiany naszej świadomości. Przemeblowania naszych głów. Co jest zdrowe? Co jeść, a czego unikać? Zanim pojawią się rządowe opracowania na ten temat, miną dziesięciolecia. Ale każdy może wziąć pomóc sobie już dzisiaj. Wystarczy zdrowo jeść, żeby tak wiele spraw się ułożyło. Żeby poprawiły się wyniki badań. Żeby zwiększyła się szansa na długie, owocne życie. Tylko trzeba wiedzieć. Albo posłuchać kogoś, kto coś wie. I działać teraz. Nie za pięć czy dziesięć lat. Teraz!

My we WJEM na pewno nie wiemy wszystkiego, ale idziemy w dobrym kierunku. Od lat zdobywamy doświadczenie na tym fascynującym polu. I mamy świadomość, że nie jesteśmy sami. Na świecie jest coraz więcej lekarzy, badaczy, specjalistów zwracających uwagę na zagrożenia związane z tym, jak większość ludzkości się odżywia. Ci ludzie, ich praca, dokonania, dorobek naukowy dodają sił. Nam osobiście, za co bardzo dziękujemy... A gdyby ktoś chciał zdrowiej i lepiej jeść, zapraszamy. W Warszawie i okolicach, ale także w niektórych większych miastach Polski, dostarczamy dietę pudełkową Ketoplan od WJEM. Dla osób zmagających się z otyłością, dla osób pragnących lepiej się odżywić, mieć lepszy nastrój i więcej energii. Także dla sportowców, bo oni też potrzebują zdrowego jedzenia, a nie tylko faszerowania się tonami węglowodanów tylko po to, aby po jakimś czasie obudzić się ze stanem przedcukrzycowym. A gdyby

ktoś tylko potrzebował się czegoś dowiedzieć, też zapraszamy. Może nie przez telefon, bo odebranie połączenia z Polski drogo w USA kosztuje. Ale jest mail. Jest messenger. Jest facebook. Zapraszamy. Osobiście zapraszam. Bo od kiedy poznałem ketogeniczny styl żywienia i od kiedy ten styl dosłownie zmienił moje życie, stał się przy okazji moją wielką pasją.

118 wyświetlenia

Zamów newsletter

  • Facebook Social Ikona

© 2019 WJEM