Szukaj
  • robertsieradzki

List do przyjaciela weganina



Janusz, od dłuższego czasu przymierzam się, żeby do Ciebie napisać - ciągle coś staje na przeszkodzie. Praca przede wszystkim. Właściwie trudno powiedzieć, że to przeszkoda, bo trudno żeby nią była działalność, która sprawia, że ludzie są dobrze odżywieni i mają lepsze samopoczucie. A nawet zmienia im się dzięki naszemu jedzeniu życie - chudną, ustępują choroby i dolegliwości. Ludzie zaczynają dostrzegać kiedy są naprawdę głodni, a kiedy to tylko wstępne igraszki głodu, którymi nie warto sobie zaprzątać głowy, bo lepiej poczekać jeszcze te dwie, trzy, a nawet więcej godzin i dać insulinie odetchnąć. Pojawia się też większa świadomość, co należy jeść a czego unikać. A z tym wszystkim - większa szansa na długie i zdrowe życie.

Nie, to nie jest tekst autopromocyjny. Już przechodzę do meritum.

Stoimy po dwóch, całkowicie przeciwnych, stronach.

Ty nie jesz mięsa.

Ja nie jem nic oprócz mięsa, ryb, jajek, serów i masła, czyli produktów zwierzęcych.

Przesyłasz albo publikujesz na fejsbuku zdjęcia - i widać, że tryskasz zdrowiem i energią. Masz sześciopak. I zaczepnie mnie pytasz - Robert, jeżeli to wszystko da się osiągnąć bez zabijania zwierząt, to po co w ogóle jeść mięso?

DOBRE PYTANIE - PO CO?

Właśnie, po co - jeżeli mięso powoduje raka jelita grubego, bo jest ciężkostrawne i długo zalega w jelitach, gnijąc tam w środku (tak mi ostatnio powiedziała znajoma wegetarianka)? Jeżeli produkcja mięsa jest wyjątkowo nieekologiczna i nadmiernie obciąża naszą planetę? Jeżeli trzeba zabijać zwierzęta i przyczyniać się do niepotrzebnego cierpienia? Jeżeli warzywa mają w sobie więcej wartości odżywczych i całkowicie zaspokajają nasze zapotrzebowanie na wszystko?

Właściwie patrząc na ten ostatni akapit powinienem natychmiast z mięsa zrezygnować… to zresztą nie byłby pierwszy raz, bo przez kilka dobrych lat mięso jadłem bardzo rzadko, może raz w tygodniu, a wędlin wcale.

Ale pozwól, że ustosunkuję się do tych twierdzeń. Wydaje mi się to niezwykle ważne, bo tak jak Ty uważasz, że jedzenie mięsa to zło, tak ja uważam, że o mięsie powtarza się mnóstwo półprawd i całkowitych kłamstw. Nie byłoby to takie straszne, gdyby nie to, że mięso jest - w tym świecie, z którego ja pochodzę, tego przeciwstawnego Tobie - najbardziej odżywczym pożywieniem, jakie mamy na Ziemi. Bez tłuszczu zwierzęcego nie urosłyby mózgi naszych przodków (z tym mam nadzieję że nie będziesz polemizował, bo to dobrze udokumentowany fakt ze świata nauki, ale w razie czego mogę podesłać jakieś materiały). Nasi przodkowie odżywiali się przez setki tysięcy lat przede wszystkim tłustym mięsem. Nie mieli zresztą wielkiego wyboru - owoce i inne rośliny były sezonowe. Dopiero jakieś 10-12 tysięcy lat temu człowiek zaczął uprawiać ziemię. Porównanie szkieletów ludzi sprzed epoki rolniczej z rolnikami jednoznacznie uprawnia do wniosków, że ludzie z epoki zbieracko-łowieckiej byli zdrowsi i wyżsi. U rolników zaczynają się już te choroby, które dzisiaj trapią nas w ekstremalnej formie.

MIĘSO LECZY

Trochę skaczę po tematach, ale warto zajrzeć na stronę www.meatheals.com - to miejsce, w którym publikują swoje osobiste historie ludzie, którzy wydobyli się z ciężkich chorób za pomocą mięsa. I tylko mięsa. Bez warzyw, owoców, produktów mącznych i innych. Pozbywają się astmy, reumatyzmu, łuszczycy i innych chorób autoimmunologicznych, cukrzycy typu 2, otyłości, chorób serca i układu krążenia, i wielu innych. Są daleko od Twojego sposobu odżywiania, a także od klasycznie pojętej tzw. „zbilansowanej” diety, która jest przedziwnym wymysłem współczesności. Jak to się dzieje, że mięso tak dobrze działa? Znów powracam do tego, o czym pisałem wcześniej - jesteśmy bardzo dobrze przygotowani do trawienia mięsa i do czerpania z jego wartości odżywczych. A to, że zalega w jelitach? I powoduje raka? Przypomina mi się relacja doktora Kena Berry’ego o pacjentach ze stomią: karmieni mięsem wydalali dużo mniej kału (więcej z jedzenia się przyswajało, więc mniej było do wydalenia - oczywiście także dlatego, że w jedzeniu nie było błonnika) i wydalali go dużo szybciej po posiłku, niż ci karmieni warzywami. Mięso nie zalegał, tylko w szybkim tempie przechodziło przez układ pokarmowy, oddając wartości odżywcze. To tylko jeden ciekawy przykład, ale znaczący. A dr Berry jest świetnym i doświadczonym lekarzem, niestety praktykującym daleko od nas, w jednym z prowincjonalnych amerykańskich miast. Ma jednak zasięg na cały świat za pomocą swojego kanału na You Tube, a także dzięki bestellerowej książce „Lies My Doctor Told Me”, która obnaża i tłumaczy wiele mitów dotyczących naszego zdrowia. Z mojego doświadczenia mogę dodać, że kiedy je się samo mięso, człowiek czuje się lekki jak piórko, a jednocześnie dogłębnie, w pełni odżywiony. To bardzo ciekawe doświadczenie. Wszystkie mity o mięsie - że ciężkie, że zalega - krążące coraz mocniej w nowoczesnych społeczeństwach stoją z nim w rażącej sprzeczności.

A MOŻE JEDNAK MIĘSO JEST NIEZDROWE?

W szerszym spojrzeniu wszystkie badania dotyczące wpływu spożycia mięsa na stan zdrowia można oddalić jako po prostu nienaukowe. Są to badania epidemiologiczne, czyli nie spełniające kryteriów badawczych. Jak się je robi? Dzieli się populację na część jedzącą mięso i na część nie jedzącą go. I porównuje się w czasie stan zdrowia. Rezultaty są zazwyczaj podobne - grupa niejedząca mięsa jest zdrowsza, a grupa jedząca mięso częściej choruje i krócej żyje. Jaki wniosek? Mięso powoduje choroby i skraca życie! Ale to nie jest dobry wniosek… bowiem te badania nigdy nie biorą pod uwagę innych, niezwykle ważnych czynników - grupy jedzące mięso zazwyczaj więcej piją alkoholu, więcej palą, rzadziej się ruszają, mają niższe dochody i niższe wykształcenie. I w ogóle mniej dbają o siebie, jedzą więcej fast-foodów i innej wysoko przetworzonej żywności. Te czynniki też mogłyby mieć znaczenie, prawda? A jednak się ich nie uwzględnia. Pewnie z chęci udowodnienia szkodliwości mięsa za wszelką cenę. Przypomina to historię Ancela Keys, badacza który tak kiedyś był przekonany o szkodliwości tłuszczów nasyconych, że sfałszował swoje własne badania, wybierając z nich tylko te dane, które przemawiały na korzyść jego teorii. To właśnie Ancel Keys skazał nas na epidemię chorób metabolicznych, związaną z nadmiernym forsowaniem produktów zbożowych i olejów roślinnych w diecie, bo to z powodu jego badań kongres amerykański wydał US Dietary Guidelines w 1977, zalecenia żywieniowe do dziś wyrządzające szkody. Od tego czasu Amerykanie jedzą mniej mięsa i tłuszczów zwierzęcych, więcej produktów zbożowych, warzyw i olejów roślinnych. A epidemia otyłości i cukrzycy właśnie w tych dziesięcioleciach zaczyna przybierać katastrofalny wymiar.

SPOŁECZNA ODPOWIEDZIALNOŚĆ A WSPÓŁCZESNA DIETA

Debata „Jeść mięso czy nie” także kwestia społecznej odpowiedzialności. Ludzie żywiący się dzisiaj w sposób, nazwijmy to cywilizowany, są bardziej schorowani niż ludzie w przeszłości. Zabija ich otyłość, cukrzyca, choroby serca i układu krążenia, rak. Medycyna oddaje nam wielkie usługi na tych polach, gdzie kiedyś śmierć zbierała największe żniwo - choroby zakaźne - dzięki wynalezieniu antybiotyków. Wspaniałe metody diagnostyczne, niesamowite osiągnięcia świata chirurgii, to wszystko wprawia w podziw i nie sposób tych osiągnięć kwestionować. Jednak w przypadku chorób wynikających z trybu życia medycyna jest dość bezradna. A przy tym opieka nad chorymi pochłania olbrzymie zasoby. Chorzy stają się wielkim obciążeniem pękających w szwach budżetów na ochronę zdrowia. Czy nie lepiej by było, gdyby ci ludzie byli zdrowi, a nie chorzy? Dla budżetu - i przede wszystkim dla nich samych? A problemem zdrowia współczesnych ludzi nie jest jedzenie mięsa, tylko produkty przetworzone, nadmiar cukru i zbóż, oleje roślinne, owoce (zupełnie inne od tych, jedzonych sezonowo przez naszych przodków, my jemy koncentraty cukru, przez cały rok, niezależnie od pory), płatki śniadaniowe, soki owocowe i słodycze. Na tym trzeba się skupić.

ZDROWIE ZIEMI

No dobrze, ale może lepiej żebyśmy byli bardziej chorzy, jeżeli stawką w tej grze jest przetrwanie ludzkości i całej planety? Przecież produkcja mięsa i uprawy pod jego produkcję pustoszy lasy amazońskie, a do produkcji jednego kilograma mięsa potrzeba niewspółmiernie dużo wody… Może więc jednak odpowiedzialność jest po stronie tych wyrzekających się mięsa?

Otóż dzisiaj coraz częściej zwraca się uwagę na fakt, że aby utrzymać glebę naszej planety płodną bez nawozów i uchronić ją zarazem przed pustynnieniem (nękającym wszystkie znane dotychczas kultury rolnicze) musimy dać zwierzętom jeść trawę na pastwiskach, wypróżniać się na nich - to jest ten naturalny nawóz, innego nie ma! - i przenosić się dalej. Taka gleba, naturalnie użyźniona jest w stanie zatrzymywać w sobie węgiel. Ziemia nawożona sztucznie nie tylko nie zatrzymuje węgla, ale jeszcze więcej oddaje go do atmosfery, bo oddaje także węgiel ze sztucznych nawozów. Dodatkowo, mięso krów hodowanych na pastwiskach jest zdrowsze od tego pochodzącego z wielkich hodowli - ma odpowiednie proporcje kwasów omega-3 i omega-6. O, i tu jeszcze uwaga: w dzisiejszych czasach o kwasy tłuszczowe omega-3 nie jest łatwo - te pochodzące z roślin są bardzo słabo przyswajalne. Dlatego bydło hodowane w naturalnych (albo przypominających naturalne) warunkach jest tak ważne dla naszego zdrowia. Bo pamiętajmy, że przecież krowy nie zostały stworzone, żeby jeść zboża, soję czy kukurydzę, tylko właśnie trawę… A jeśli chodzi o pustynnienie i sekwestrację węgla, warto zwrócić uwagę m.in. na prace Allana Savory - jest na You Tube kilka wykładów tego człowieka, który wygląda jak klasyczny brytyjski dżentelmen (jeżeli tacy w ogóle istnieją), ale większość czasu spędza z żoną w afrykańskiej lepiance bez prądu… Prąd ma tylko do komputera.

Wielkoprzemysłowe uprawy rolnicze są nieekologiczne i właściwie nie ma ich jak obronić. Rolnictwo więc też wymaga rewolucji. A ty, jeśli jesz kanapki i kukurydzę z puszki myśląc, że chronisz planetę, jesteś w błędzie. W dodatku narażasz swoje zdrowie - jak pisze w niedawnej publikacji F. William Engdahl, używane przy uprawie pestycydy powodują raka u ludzi, a także niszczą wszelkie życie w glebie, na której są stosowane, jeszcze bardziej przyczyniając się do jej obumierania.

ŚMIERĆ ZWIERZĄT

Ale czy nie przerażają cię miliardy zwierząt, które rok w rok trzeba zabić, abyście mogli jeść to swoje upragnione mięso? - zapytasz pewnie. Powiem tak: miliardy mnie przerażają, tak jak przerażają mnie wielkoprzemysłowe hodowle drobiu, świń i krów. I ponieważ jestem człowiekiem XXI wieku, w ogóle z zabijaniem zwierząt nie jestem tak zupełnie ok. Oddaliliśmy się od pewnych naturalnych procesów - takich jak chociażby połowanie dla przetrwania - tak bardzo, że śmierć zwierząt stała się dla nas czymś nienaturalnym. Okrutną aberracją zamykającą drogę do szczęśliwego świata bez przemocy, w którym wszyscy jemy rośliny. Tylko, że aby uwolnić tereny pod rolnictwo, trzeba było wykarczować mnóstwo lasów, wcześniej zamieszkałych przez niezliczone zwierzęta. One padły ofiarą rolnictwa, ich śmierć jest w każdym warzywie, które jesz. Śmierć zwierząt, ptaków, gryzoni, owadów. A ja czasem myślę tak - żebym przetrwał cały rok, wystarczyłoby zabrać życie jednej krowie. I to już mnie tak nie przeraża, jak te miliardy. Jeden ja - jedna krowa - jeden rok. To nie brzmi tak szaleńczo, prawda? To weź i ją zabij, powiesz. Na pewno byłoby to dla mnie trudne, masz rację. Dużo trudniejsze niż dla Indianina polującego na bizony. Łatwiej zjeść chrupiącą bułkę ze sklepu - pełną powodującego stany zapalne i alergie zboża, którego produkcja jest obarczona cichą śmiercią wielu istnień o których nie myślimy, a które kiedyś żyły na terenach wykarczowanych pod pola uprawne.

Warto uzmysłowić sobie, że powierzchni ziemi nie nadaje się pod rolnictwo, za to świetnie nadaje się na pastwiska dla bydła. Patrzymy na wszystko z naszego luksusowego punktu widzenia ludzi sytych i mieszkających w zamożnym miejscu. Ale są też inne miejsca, w których żyje się ciężko. A mięso krowy jest wielkim, odżywczym skarbem. W takich miejscach trzeba krowę jeść - i podziękować jej za to, że dała nam z siebie wszystko, co najlepsze. Użyć skórę, kości, ścięgna, mięso i wnętrzności. My nawet już powoli zapominamy o tym, że można zjeść wątrobę, dużo bardziej odżywczą od wszystkich roślin razem wziętych. Taka to nasza cywilizacja. Zaczynamy brzydzić się mięsem, a w naturalny sposób jemy to, co dla nas najgorsze i co sprowadza na nas epidemie - cukier, produkty wysokprzetworzone, oleje roślinne, modyfikowane zboża i soję, a także owoce które w niczym nie przypominają swoich przodków i aż puchną od fruktozy.

Liczę na zrozumienie. To znaczy nie liczę na to, że Cię przekonam, ale że przynajmniej przyjmiesz mój punkt widzenia - zarysowany tutaj bardzo wstępnie - jako ciekawą poznawczo kwestię. I pozdrawiam serdecznie - cieszę się, że nawet jeśli się nie zgadzamy w fundamentalnych kwestiach, możemy ze sobą rozmawiać. A nawet uśmiechnąć się do siebie i razem zrobić coś fajnego. Trzymaj się :) Robert

148 wyświetlenia

Zamów newsletter

  • Facebook Social Ikona

© 2019 WJEM