Szukaj
  • robertsieradzki

Mądry Wybór, czyli Szaleństwo. Komentarz do felietonu Doroty Sumińskiej w Wysokich Obcasach.

Przeraził mnie ten tekst. Swoją radykalnością, pewnością sądów, a przede wszystkim błędnym przesłaniem. Wszystko oczywiście w jak najlepszych intencjach. Ale intencje są niczym, jeżeli prowadzą do błędnych wniosków i złych decyzji.

O co chodzi? Już mówię.

Tydzień a może dwa - już pewnie dwa, czasem szybko biegnie - tygodnie temu Wysokie Obcasy zamieściły felieton Doroty Sumińskiej. Kilka fragmentów postaram się zacytować w tekście, który nastąpi - z grubsza jednak nakreślając ideę felietonu, może go streścić następująco: dzisiejszy człowiek jest bardzo chory, bo je dużo śmieciowego jedzenia i mięsa. A przecież wiadomo, że głównymi zabójcami są cukier i tłuszcz zwierzęcy. Dlatego wychowujmy nasze dzieci odpowiednio. Odstawmy cukier i mięso. Najlepiej całkowicie, bo im krócej w życiu je się mięso, tym lepiej. Uchronimy w ten sposób nasze dzieci przed otyłością, cukrzycą, przed chorobami nowotworowymi a zwłaszcza rakiem jelita grubego.

Pani doktor Sumińska traktuje to, co pisze, jako „krótką instrukcję, jak wychować zdrowego człowieka”.

Jeszcze raz powtórzę: przeraziłem się.

Naprawdę.

Bo to jest nawoływanie do jeszcze większego kryzysu zdrowotnego niż ten, który mamy.

To jest ideologiczne nawoływanie do katastrofy.


„ZAJADAMY STRES ŁATWO DOSTĘPNYM, BO TANIM JEDZENIEM „ZE ŚMIETNIKA”. DWA JEGO SKŁADNIKI TO PAWDZIWI ZABÓJCY - CUKIER I TŁUSZCZ POCHODZENIA ZWIERZĘCEGO.”


Błyskawiczny rys, rzucający to o czym mówimy na oś czasu. W latach 60-ych Ancel Keys, amerykański epidemiolog stwierdza, że tłuszcze zwierzęce powodują choroby serca i układu krążenia. Jest tak przekonany o swojej racji, że fałszuje wyniki swoich badań tak, aby potwierdzały jego teorię. Czyli z 22 krajów, których populację bada odrzuca większość. Zostawia siedem, w których wyniki pasują do jego założeń. Na tej podstawie przekonuje senatora McGoverna o konieczności wprowadzenia zaleceń żywieniowych dla Amerykanów, w których dieta opierać się będzie o zboża i tłuszcze roślinne. Mięso i tłuszcze zwierzęce mają być ograniczane.

Ancel Keys jest człowiekiem przebojowym i charyzmatycznym. Jego idee rezonują z najważniejszymi ludźmi w kraju. W tym samym czasie John Yudkin, brytyjski naukowiec, dowodzący że źródłem naszych najważniejszych problemów zdrowotnych jest cukier, zostaje skompromitowany i wyśmiany. Ancel Keys święci triumf.

W 1977 roku pojawiają się pierwsze American Dietary Guidelines: Amerykanie mają jeść dużo zbóż i olejów roślinnych, mało mięsa i tłuszczów zwierzęcych.

Amerykanie są posłuszni.

Z biegiem lat jedzą coraz mniej mięsa i tłuszczów zwierzęcych. Wkrótce oleje roślinne - wcześniej praktyczne nieznane i nieużywane, wykorzystywane raczej w przemyśle - odpowiadają za 8% dziennego zapotrzebowania energetycznego.

Następne dziesięciolecia to prawdziwa eksplozja otyłości i cukrzycy w Stanach Zjednoczonych. Schorzenia, które wcześniej dotykały niewielkiej ilości populacji, w tej chwili stają się podstawowymi problemami. Dzisiaj ponad połowa Amerykanów cierpi na stan przedcukrzycowy lub cukrzycę. A jak jest z amerykańską otyłością wie każdy, kto choć przez chwilę był w tym kraju.

Ale to nie przez mięso i nie przez tłuszcze zwierzęce. Ich spożycie Amerykanie grzecznie ograniczyli, zgodnie z zaleceniami. McDonalds zaczął smażyć swoje frytki w oleju roślinnym, zamiast w łoju wołowym, jak wcześniej. Jogurty, mleka w normalnym amerykańskim sklepie mają 0% tłuszczu. Nawet sery są odtłuszczone.

Byłem, widziałem.

Tyle o badaniach, które doprowadziły do radykalnych zmian w naszym spojrzeniu na odżywianie. Tłuszcze zwierzęce stały się wyklęte. Mięso, zwłaszcza tłuste, należało ograniczyć. Zalecono oparcie codziennej diety na zbożach i tłuszczach roślinnych - wysokoprzetworzonych wyrobach wielkiego przemysłu. Wszystko na podstawie badań, które z prawdziwą nauką niewiele miały wspólnego, albo też całkiem nic. Bo trudno uznać za naukowe badania, w których część wyników zamiata się pod dywan kiedy nie potwierdzają z góry założonej tezy, prawda?

Niedawno badaczka Zoe Harcombe obroniła pracę doktorską, w której stwierdza, że nie ma żadnych naukowych dowodów na to, że zwierzęce tłuszcze nasycone są niezdrowe. Tak więc - to wszystko mówiąc krótko - jedna wielka ściema.


„WIELU ŚWIATŁYCH ONKOLOGÓW BIJE NA ALARM: PRZESTAŃCIE JEŚĆ MIĘSO, A ZAGROŻENIE NOWOTWORAMI, CHOĆBY RAKIEM JELITA GRUBEGO SPADNIE. WSZYSTKO ZALEŻY OD TEGO, JAK DŁUGO JEDLIŚCIE CIAŁA ZWIERZĄT. IM KRÓCEJ, TYM LEPIEJ, A NAJLEPIEJ NIGDY.”

Teraz o raku i związkach raka z jedzeniem mięsa.

Warto sobie uzmysłowić, że tego rodzaju badania epidemiologiczne, na podstawie których wysnuto koncepcję, że jedzenie mięsa powoduje choroby nowotworowe, również są dalekie od porządnej nauki. W takich badaniach dzieli się osoby badane na dwie grupy - jedzących mięso i tych, mięsa unikających. Rzeczywiście, badania wskazały, że osoby z grupy jedzących mięso są ogólnie bardziej chore, krócej żyją - częściej też zapadają na raka. Stąd prosty wniosek - konsumpcja mięsa równa się rak.

Zwróćmy jednak uwagę na istotny fakt: w społeczeństwie amerykańskim (a pewnie i polskim też) osoby powstrzymujące się od jedzenia mięsa są lepiej wykształcone, zamożniejsze, mniej piją i palą, więcej ćwiczą, mniej jedzą fast-foodów, mniej piją słodzonych napojów gazowanych i ogólnie zdecydowanie bardziej dbają o siebie. Trudno jest zatem odpowiedzialnie stwierdzić, że to właśnie mięso jest przyczyną chorób nowotworowych i ogólnie gorszego stanu zdrowia, prawda?

Mówi się o tym dzisiaj coraz częściej. Podobnie jak o szkodliwości olejów roślinnych, czyli np. oleju kukurydzianego, rzepakowego, sojowego. To tłuszcze otrzymywane w bardzo wysokiej temperaturze, które w procesie produkcji jełczeją, potem są odwanniane, traktowane chemikaliami aby je w ogóle z nasion wydobyć… to nie są extra vergine oliwy z oliwek. To ordynarne produkty wielkich fabryk, podpierających się szkodzącą nam na wiele sposobów chemią. Istnieją badania, według których spożycie tego typu olejów roślinnych jest prozapalne i zwiększa prawdopodobieństwo chorób serca o 10 procent.


„CZY TAK TRUDNO UCHRONIĆ NASZE DZIECI PRZED ”PANDEMIĄ” CHORÓB NOWOTWOROWYCH I OTYŁOŚCI? NIE TRZEBA NOSIĆ MASECZEK ANI UTRZYMYWAĆ DYSTANSU. WYSTARCZY NAUCZYĆ DZIECI MĄDRYCH WYBORÓW.”


Dzisiaj wielu naukowców bije na alarm. Przestrzegają przed unikaniem mięsa, ponieważ jest ono produktem spożywczym znacznie bardziej kompletnym od roślin. Co więcej, wartości odżywcze zawarte w mięsie są znacznie łatwiej dostępne (bioavailability, słowo które staje się coraz modniejsze) dla naszych organizmów. W roślinach, które jemy jest wiele związków chemicznych mających bardzo niekorzystny wpływ na nas - zarówno występujących naturalnie, jak i tych które znalazły się w roślinach ze względu na ich przemysłowy sposób produkcji. Warto przy okazji zgłębiania tematów żywieniowych zwrócić uwagę na takie nazwiska jak Dr Ben Bikman, Dr Paul Saladino, Profesor Tim Noakes, Dr Paul Mason, Dr Shawn Baker, Dr Jason Fung, Dr Andreas Eenfeldt, a także dziennikarze Nina Teicholz i Gary Taubes. Oni wszyscy zwracają uwagę na fakt, że mięso jest nam potrzebne. Że bez niego człowiek jako gatunek nie byłby tym, kim jest dzisiaj - bo to właśnie spożywanie mięsa umożliwiło znaczący rozrost mózgów naszych przodków. I że głównym problemem żywieniowym i zdrowotnym naszych czasów jest nadmiar szeroko rozumianego cukru (zboża to też cukier), produktów wysokoprzetworzonych i olejów roślinnych. Oczywiście, autorytetów należących do - tak bym to nazwał - kontrkultury dietetycznej jest znacznie więcej. To tylko krótka lista nazwisk.

Wielu z tych badaczy i lekarzy postuluje - albo wręcz osobiście deklaruje - przejście na dietę, w której zdecydowanie przeważają produkty pochodzenia zwierzęcego. Wystarczy na początek przeczytać bardzo ciekawą książkę The Carnivore Code autorstwa doktora Saladino. Albo The Carnivore Diet doktora Shawna Bakera. Obydwie na razie nie są dostępne w języku polskim, ale kto zna angielski ten może dla własnego pożytku po tej pozycje sięgnąć. W mediach społecznościowych jest coraz więcej grup skupiających osoby jedzące tylko i wyłącznie produkty zwierzęce. Niektórzy robią to od pięciu, dziesięciu a nawet piętnastu lat. Zaskakująco często są to ludzie, którzy wcześniej przez lata próbowali znaleźć zdrowie na dietach wegańskich - aż w końcu utracili je i zwrócili się w stronę diety carnivore (bo tak się nazywa styl żywienia oparty wyłącznie o produkty pochodzenia zwierzęcego). Nie warto tego zjawiska lekceważyć. Stoimy w obliczu gwałtownie rozwijających się epidemii otyłości i cukrzycy - unikanie mięsa z pewnością nie jest rozwiązaniem, które przywróci naszym społeczeństwom zdrowie. Rosnąca popularność ketogenicznego stylu żywienia, jak i stylu carnivore daje nadzieję. Ale nie warto czekać, aż tego typu myślenie przebije się do mainstreamu - zabierze to mnóstwo czasu. A jeśli chodzi o własne zdrowie, szkoda każdego dnia.


„U DZIECI JEDZĄCYCH „PARÓWECZKI” ZNACZNIE WZRASTA RYZYKO CHOROBY NOWOTWOROWEJ.”

Tu słowo komentarza: parówki nie są mięsem, tylko wysokoprzetworzonym produktem przemysłu spożywczego. Warto to sobie oddzielić w głowie. Z drugiej strony, przyplątuje się do mnie zaraz myśl - skąd takie badania? Czy znowu jest tak, że dzieci częściej jedzące parówki to dzieci z biedniejszych, gorzej wykształconych rodzin, w których w ogóle mniej się dba o zdrowie?… I wnioski są obciążone tym samym błędem, co wnioski dotyczące mięsa w ogóle? Ale nie chcę się w to już zagłębiać, bo to nie dotyczy istoty sprawy. Nowoczesne spojrzenie, zarówno z punktu widzenia ketogenicznego stylu żywienia (a więc ograniczającego węglowodany i postulującego używanie przede wszystkich tłuszczów zwierzęcych, nie roślinnych) i stylu carnivore (prawie całkowite bądź stuprocentowe wyeliminowanie wszystkich produktów niezwierzęcych z diety) kładzie olbrzymi nacisk na unikanie w jak największym stopniu wszelkich produktów przetworzonych, czyli wyprodukowanych w fabrykach, według receptur skupiających się na walorach smakowych a nie na pożywności, zawierających mnóstwo środków wydłużających czas przydatności do spożycia. Pani Dorota Sumińska pewnie wolałaby dać dzieciom bułeczki pszenne zamiast parówek - ale zboża powodują dramatyczny wyrzut cukru do krwi, a dużo cukru to dużo insuliny, a stałe obciążanie insuliny to w długoterminowej konsekwencji właśnie otyłość i cukrzyca typu 2… Dlaczego więc pisać tylko o parówkach? Mamy mnóstwo niezdrowych nawyków. Jak chociażby picie słodzonych napojów gazowanych. I soków owocowych.

Nikt nie mówi, że wszystko jest już wyjaśnione. Dietetyka, odżywianie, zdrowy styl życia to tematy trudne i skomplikowane. Niełatwo jest badać wpływ poszczególnych czynników, bo zwykle są one ze sobą powiązane i trudno wyodrębnić jeden decydujący czynnik. Ale felieton Doroty Sumińskiej w ogóle nie bierze pod uwagę najnowszych trendów w nauce i w sztuce lekarskiej, a także w praktyce żywieniowej. Niewiedza? Może tak. A może nadmierna ideologizacja tematu? Jeszcze bardziej prawdopodobne. Wszystko byłoby do wybaczenia, gdyby nie autorytarny ton: to ja wam przekażę krótką instrukcję, jak wychować zdrowe dzieci. Zero mięsa! W świetle współczesnych koncepcji - i tego, jak doszliśmy do czasów, w których ludzie są bardziej chorzy niż kiedykolwiek - takie podejście wydaje się przerażająco błędne. I nie chodzi mi o to, że wszyscy nagle muszą jeść więcej mięsa. Ale warto poznać głównych wrogów. I style żywienia, które zwracają zdrowie wielu ciężko chorym ludziom, cierpiącym na otyłość, nadciśnienie, choroby serca i układu krążenia, cukrzycę typu 2, reumatoidalne zapalenie stawów, SIBO, depresję, chorobę Alzheimera i wszelakie choroby autoimmunologiczne. Tym wrogiem nie jest mięso i tłuszcze zwierzęce. Tym wrogiem jest żywność przetworzona, cukier, oleje roślinne. I zamknięte, ideologicznie radykalne myślenie. A także olbrzymie budżety firm reklamujących płatki śniadaniowe, soki owocowe, napoje gazowane i rozmaite pseudomedyczne specyfiki mające ulżyć nam w naszych schorzeniach.


Temat jest oczywiście znacznie szerszy, ja tylko szkicuję pewną myśl. Warto ją rozwijać, bez nadmiernego ideologizowania tematu. Każdy może dokształcać się na własną rękę i podjąć niezależną decyzję, co jest dla niego najlepsze. A najlepiej podjąć samodzielną próbę zmiany sposobu żywienia, wpajanego nam od dziecka jako naturalny… Zjedz bułeczkę i popij sokiem! Dużo jedz, to będziesz silny i zdrowy! Mainstreamowe środki masowego przekazu na pewno w tym nie pomogą. Czego najlepszym przykładem jest właśnie ten felieton Doroty Sumińskiej w Wysokich Obcasach.




85 wyświetlenia

Zamów newsletter

  • Facebook Social Ikona

© 2019 WJEM